25 września 2020 r. Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil

Pogoda: Siedlce

Numer 39
24-30 września 2020r.

menu

NEWS

W bieżącym wydaniu m.in. wiele konkursów, w których do wygrania są ciekawe książki. Polecamy!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Kościół

 
 

S. Róża Niewęgłowska

9 września 2020 r.

Pozwól mi umierać na krzyżu


fot. ARCHIWUM

Niewątpliwie była przez Boga wybrana do spełnienia posłannictwa cierpienia i ratowania dusz. Ten krzyż niosła wiernie do końca z podziwu godnym heroizmem i miłością - podkreślają osoby, które znały s. Różę Wandę Niewęgłowską i towarzyszyły do końca. Ostatni dzień, który w całości przeżyła na tej ziemi, przypadł na liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. To nie przypadek.

Przyszła na świat 6 listopada 1926 r. w położonych w powiecie łukowskim Toczyskach. Kiedy miała zaledwie pięć lat, zmarli jej rodzice. W rezultacie trafiła do Domu Dziecka przy ul. Cichej 6 w Lublinie. W wieku 22 lat zdiagnozowano u niej chorobę Heinego- Medina. Po kilkuletnim leczeniu w różnych szpitalach lekarze orzekli, iż Wanda do końca życia będzie sparaliżowana. Tak trafiła do Domu Opieki Społecznej przy ul. Głowackiego w Lublinie. W sumie przeszła dziewięć operacji, cztery zawały serca, trzy razy śmierć kliniczną. Miała też ciężką astmę oskrzelową. Z wiekiem urazów i chorób przybywało. Dopóki mogła leżeć na wysoko ułożonych poduszkach, pracowała chałupniczo dla spółdzielni inwalidów, robiąc kapsle do butelek. W 1962 r., za namową ks. Wacława Hryniewicza, przyjęła biały szkaplerz tercjarzy dominikańskich i zakonne imię Róża, a od 1982 r. - za zgodą przeora dominikanów w Lublinie - nosiła habit. Jej życie naznaczone było ogromnym cierpieniem, które ofiarowywała za innych. Zmarła w opinii świętości 16 września 1989 r. ze słowami: „Panie, pozwól mi umierać na krzyżu”. Od jej śmierci mija właśnie 31 lat.

Kazimiera Imelda Sarnowska, przełożona fraterni dominikańskiej, a także s. Róży, tak wspomina ostatnie dni jej życia: „W ostatnich miesiącach życia podtrzymywano ją kroplówkami i zastrzykami - ok. 300 miesięcznie. (…) Z rurkami plastikowymi w nosie nie mogła już nawet odwrócić głowy, aby wpatrywać się w swojego Pana Jezusa Miłosiernego. Mogła już tylko spoglądać w niebo i widzieć jego jasny kawałeczek, ponieważ pogoda w drugiej połowie września 1989 r. była piękna, słoneczna. Już niewiele jadła. Teraz już wystarczał kawałeczek bułki i kilka łyków herbaty. Karmiła ją Gienia (współmieszkanka s. Róży, niedorozwinięta umysłowo, dla której Wanda była jak matka).

Na okoliczność śmierci wszystko było dokładnie przygotowane. Ubrania i bieliznę rozdała znajomym paniom, które się nią opiekowały. Przygotowała testament, w którym zobowiązała przyjaciół do różnych zadań. Wiedziała, że wkrótce odejdzie do Pana. Prosiła Niebo o łaskę życia i cierpienia, aby mogła pomagać potrzebującym. Nieustająco prosiła Pana Jezusa o coraz to nowe osoby potrzebujące jej cierpienia i łaski. Najbardziej cierpiała w piątki, a szczególnie w Wielki Piątek każdego roku (od wielu lat) aż do utraty przytomności. Najwidoczniej Pan dopuścił, aby w ten sposób cierpiała, by nie ominęły jej okazje do nowych upokorzeń.

W ostatnich tygodniach jej życia zaistniała konieczność, aby ktoś dyżurował przy niej bez przerwy, zwłaszcza w nocy. Nie można było liczyć na niesprawną Gienię, mimo jej wielkiego zaangażowania. 16 września, w sobotę rano, jak w każdy dzień, Wanda otrzymała Komunię św., a później spożyła odrobinę posiłku. Około godziny 10.00 spojrzała i niepostrzeżenie odeszła do Pana. Została umyta i przebrana w habit zakonny, jak sobie tego życzyła za życia. Ułożono ją na noszach i wyniesiono. Nikt jej nie żegnał, nikt nie żałował. Tylko Gienia płakała, bo zabrano jej «Lalę» (tak ją nazywała po swojemu)”.

 

Gdy odchodziła, zatrzymał się czas

Jedną z osób, która była blisko związana z s. Różą, jest też Małgorzata Lużyńska. „Róża była bardzo delikatna, cierpliwa i spokojna. Pomimo że była bardzo chora i miała wysoką temperaturę, a także kaszlała, bo nie mogła odkrztuszać, to nie skarżyła się na swoje dolegliwości. Cierpiała w milczeniu. (…) Uczyłam się od niej wyciszenia, wrażliwości i dokładności. Wytworzyło się między nami jakieś szczególne porozumienie.

Przez ostatni tydzień jej życia mieszkałam w domu opieki z moim synem Piotrem, który spał na podłodze w pokoju s. Róży. Ja wtedy w przedziwny sposób potrzebowałam snu. Rano zawoziłam synka do szkoły i wracałam, by opiekować się siostrą. Po lekcjach odbierałam go i przywoziłam do siostry. Piotruś był wtedy bardzo grzeczny. Uczył się na korytarzu.

Siostra czuła, że wkrótce umrze. Widziałam, jak żegnała się z przyjaciółmi. Dla każdego miała krzepiące słowo, czasem nawet prorocze, dotyczące ich przyszłości. Na moje ręce złożyła testament i uczyniła jego wykonawcą. Widziałam ulgę w jej oczach, kiedy podpisałam dokument.

Ostatnie dni życia przyniosły dodatkowe cierpienia. Chciała nam jeszcze wiele powiedzieć, ale mówienie sprawiało jej wielkie trudności. Rozumiałyśmy się bez słów.

W piątek 15 września wieczorem odmówiłyśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Później siostra wzięła moją rękę w swoje dłonie i powiedziała «Małgosiu, od tej chwili już na zawsze zostajesz z Jezusem». Noc z piątku na sobotę spędziłyśmy razem. Nie spałyśmy. Siostra nieustannie się modliła, a ja służyłam jej pomocą, czując, że są to nasze ostatnie wspólne chwile. Zmarła w sobotę. Byłam przy jej śmierci. Spojrzałam na zegarek: była godzina 9.26. Wskazówki zatrzymały się, pokazując godzinę jej odejścia do Pana (mam ten zegar w domu). (…) Wkrótce przyszedł przeor oo. dominikanów. Pomodliliśmy się wspólnie. Po pewnym czasie pojawiła się także Kazimiera Sarnowska, przełożona fraterni dominikańskiej. Według jej wskazówek ubrałam s. Różę w habit dominikański. Pracownicy zakładu pogrzebowego zawieźli ją do kostnicy. Pojechałam tam 19 września. Trumna stała przy oknie i była otwarta. Siostra w habicie dominikańskim pięknie wyglądała. Poranne słońce oświetlało jej twarz. Wyglądała tak młodo, że jakieś panie, które tam były, zapytały: «Kto to jest? Ile ma lat?».

Czas spędzony z s. Różą był dla mnie wielką łaską i spowodował całkowitą przemianę mojego życia. Z osobami, które u niej poznałam, połączyła mnie przyjaźń. Stanowimy duchową rodzinę. Modlimy się za siebie nawzajem, a przede wszystkim nieustannie prosimy Boga o beatyfikację naszej s. Róży”.

 

Torpeda cierpienia

W jednym z listów do br. Feliksa Grabowca, franciszkanina z Niepokalanowa, jaki z upoważnienia s. Róży napisała K. Sarnowska, przełożona Fraterni Dominikańskiej pw. Matki Bożej Opieki w Lublinie, padły takie słowa: „Lekarz, który się nią opiekuje, któregoś dnia przypatrywał się jej i zapytał: «Dlaczego siostra jeszcze żyje?». Myślę, że on wie, dlaczego, choć może nie tak wyraźnie, jak my. Pewnie jeszcze jakiś czas będzie żyła. Po świecku można by stwierdzić: «co to za życie?!». Leżenie i uzależnienie we wszystkim od dobrej lub złej woli ludzi: gdy ją odwracają na wznak lub na bok; gdy podają basen, gdy myją, gdy podają posiłki, leki i tysiąc innych rzeczy. Jaki heroizm jest w niej, jaka wola przetrwania tego, co się nazywa wolą Bożą. Czy jest ktoś podobny do niej? Może i jest, bo potrzeba Kościołowi walczącemu takich „«torped» cierpienia i ofiary. Dzięki takim trwa Kościół i nawracają się ludzie”.

 

Podążała śladami Matki Bożej Bolesnej

S. Róża całe życie podążała śladami Matki Bożej Bolesnej. Każde cierpienie lub upokorzenie nazywała „pocałunkiem Chrystusa”. Dlatego to nie przypadek, że ostatni dzień, który w całości przeżyła na tej ziemi, przypadł na liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Bolesnej.

Grób s. Róży znajduje się na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie. Na mogile zawsze stoją świeże kwiaty i palą się znicze. Ludzie składają też karteczki z intencjami, prosząc o wstawiennictwo.

Ten spontaniczny, tzw. oddolny kult, spotyka się z akceptacją i życzliwością władzy kościelnej. Już w latach 90 ubiegłego wieku abp Bolesław Pylak wyraził zgodę na rozpowszechnianie modlitwy za pośrednictwem tercjarki, a podczas największych lubelskich uroczystości religijnych, jakimi są procesje ulicami miasta odbywające się co roku 3 lipca, wyraził prywatną opinię o jej świętości.

Kilka lat temu podjęto starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego s. Róży. Orędownikami wyniesienia tej skromnej tercjarki na ołtarze są m.in. br. F. Grabowiec i o. prof. Celestyn Napiórkowski, franciszkanie z Niepokalnowa, którzy znali ją osobiście.

W tej intencji w Lublinie odprawiane są Msze św.: 16 dnia każdego miesiąca w katedrze i u księży salezjanów, a w niedzielę, po 16 dniu każdego miesiąca, w Lublinie u dominikanów i w kaplicy cmentarnej przy ul. Unickiej oraz w Niepokalanowie w bazylice.

MD

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

FACEBOOK

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Spotkanie środowisk twórczych


22 września Dom Pracy Twórczej „Reymontówka” w Chlewiskach był miejscem inauguracji działalności Duszpasterstwa Środowisk Twórczych Diecezji Siedleckiej. Uroczystości rozpoczęła Msza św. w intencji twórców kultury sprawowana pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy w kościele w Kotuniu. Program spotkania w DPT obejmował m.in. prelekcje i koncert. [fot. ks. Marek Weresa]

FOTOGALERIA

Na chwałę Pana Boga


Od 18 do 20 września trwało w Siedlcach muzyczne święto - Hosanna Festival. Przez trzy dni na chwałę Boga śpiewali zarówno profesjonalni muzycy, jak i ci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z muzyką chrześcijańską. [fot. M. Król]

PATRONAT "ECHO"


Konkurs wiedzy biblijnej
1 września ruszyła rejestracja uczniów do 24 edycji Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej, którego terminarz (z powodu pandemii) został zmieniony z wiosennego na jesienny.
więcej »
X Diecezjalna Pielgrzymka Mężczyzn
Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Siedleckiej zaprasza do udziału w jubileuszowej - X Diecezjalnej Pielgrzymce Mężczyzn do Pratulina, która odbędzie się jak zawsze w pierwszą niedzielę października w sanktuarium bł. Wincentego Lewoniuka i 12 Towarzyszy.
więcej »
 

POLECAMY


Papież na ekranie
25 września na ekrany kin trafia film pt. „Wojtyła. Śledztwo”.
więcej »
Prosta modlitwa
Modlitwa nie jest zaklęciem spełniającym prośby. Jest za to wyjątkowym i autentycznym obcowaniem z Bogiem, które wymaga zaufania i bliskości.
więcej »
Zniszczyć świętego
23 września Kościół obchodzi liturgiczne wspomnienie św. o. Pio. Jego droga do świętości nie była łatwa.
więcej »
Rekolekcje dla kapłanów
„Trudności w radosnym i twórczym przeżywaniu kapłaństwa” to temat rekolekcji dla księży w Loretto, które odbędą się w dwóch terminach: 12-15 października i 3-6 listopada.
więcej »
Motocykliści do Pratulina
Diecezjalne Duszpasterstwo Motocyklistów zaprasza motocyklistów na Pielgrzymkę Motocyklową Mężczyzn do Pratulina. Odbędzie się ona 4 października.
więcej »
Nie ma czasu na nudę
Mamy kolejny przewodnik zachęcający do odkrywania piękna miejsca, w którym żyjemy. Poręczna książeczka „Z Drozdem i Zbirkiem przez Łuków i okolice” jeszcze pachnie świeżością, a już zdobyła serca czytelników.
więcej »
 

SONDA

 

Czy istnieje recepta na wychowanie?

najważniejsza jest miłość do dziecka i mądrość w jej okazywaniu

liczy się konsekwencja i spójne spojrzenie rodziców

trzeba dbać o emocjonalną więź z dzieckiem, jakość wspólnie spędzanego czasu

lepiej polegać na intuicji

nie ma recepty na sukces wychowawczy



LITURGIA SŁOWA


Piątek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR