25 czerwca 2019 r. Imieniny obchodzą: Dorota, Łucja, Wilhelm

Pogoda: Siedlce

Numer 25
20-26 czerwca 2019r.

menu

NEWS

Bp Piotr Sawczuk nowym biskupem drohiczyńskim

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Opinie

 
 

Świadectwo

2 stycznia 2019 r.

Nie dajcie się zmanipulować


fot. PIXABAY.COM

Chodząc od domu do domu, zachęcają, aby przyjąć ich prawdę. Anna z Włodawy przez 15 lat była świadkiem Jehowy. Kiedy zerwała ze zborem, straciła kontakt z najbliższą rodziną i przyjaciółmi.

Przywiązują wielką wagę do imienia Boga objawionego w Starym Testamencie. Ducha Świętego nie uznają za Osobę. Nie podoba im się, gdy chrześcijanie zwracają się do Matki Bożej, twierdząc, że pośrednikiem między ludźmi a Bogiem jest tylko Jezus. Najczęściej zaczyna się od czytania Pisma Świętego Tak było w przypadku pani Anny. - Studiowaliśmy Biblię z mężem - opowiada Anna. W tym czasie ze świadkami zetknął się szwagier męża. Dlaczego ona też zdecydowała się do nich pójść? - Mąż nie był dobrym człowiekiem, żyło mi się wyjątkowo trudno w tym związku - opowiada. - Dochodziło do kłótni i awantur. Gdy mąż stwierdził, że pójdzie do ŚJ, mimo cierpień, jakich doznawałam z jego strony, przemocy fizycznej i psychicznej, poszłam za nim - wspomina, dodając, że zostali z mężem przyjęci bardzo życzliwie.

Chociaż zaangażowała się w zborze, przemoc w domu była na porządku dziennym. Co więcej, reakcja świadków była chłodna. - Nie tak sobie wyobrażałam moje życie w tym „kościele”. Nie tylko nie doczekałam się z ich strony pomocy, ale mówili wprost: radźcie sobie sami - wspomina. Nieprawdą więc okazało się ich rzekome wspomaganie współbraci. - Fałszem jest również obdarowywanie swoich wyznawców funduszami czy płacenie im za „służbę” Bogu. Wtedy byliśmy z mężem w kryzysie finansowym, a nikt nam nawet nie współczuł - dodaje.

 

15 lat służby

Kobieta mocno zaangażowała się, chciała być dobrym świadkiem Jehowy. Do tego dochodził strach przed Armagedonem podsycany przez współbraci. - Wmawiano wiernym, że zginą z innymi, którzy zostaną tu, na Ziemi, a ocaleją tylko świadkowie. Spotkania odbywały się trzy razy w tygodniu, w sumie było to pięć godzin „prania mózgu” - tak dziś określa ten czas Anna. Śpiewano pieśni, czytano Pismo Święte, były rozważania. Przychodziła na spotkania regularnie, mimo niesprzyjającej pogody czy faktu, że była w ciąży. Zebrania odbywały się w prywatnych domach, bo tzw. Salę Królestwa we Włodawie utworzono w latach 90.

Co miesiąc starsi zboru żądali wykazania spisu godzin, które poświęciła na tzw. służbę, czyli chodzenie od domu do domu i rozmowy z ludźmi na tematy religijne. Musiała także podać ilość rozdanych broszurek. - Byliśmy naśladowcami Jezusa - opowiada. - Nauczanie jawiło się na pierwszym planie. Mam na sumieniu kilka osób, które poprzez moje namawianie wstąpiły do zboru. Dlatego odkąd wróciłam do Kościoła katolickiego, ostrzegam innych przed tym - deklaruje, dodając, że kiedy widzi np. rozmawiających na ulicy świadków Jehowy z przechodniami, włącza się do rozmowy. - Wykazuję ich nie w pełni uzasadnione nauczanie i pokazuję, że wielkim błędem byłoby związanie się z nimi - podkreśla.

 

Przyjdzie światło

Anna wspomina, jak przez 15 lat bycia świadkiem Jehowy zadawała starszym zboru wiele pytań dotyczących nauczania, przez co narażała się na wrogość i niecierpliwość. Pytała o różne kwestie, ale często odpowiedź była jedna: na to przyjdzie światło. - Pytałam: kiedy? - wspomina i dodaje, że mówiono: gdy będzie taka potrzeba. - Wtedy nie było dobrze widziane, jeśli ktoś interesował się różnymi sprawami, nie wolno było np. czytać prasy itp. - zaznacza.

Niezrozumienie, brak wzajemnej pomocy, a do tego przemoc w domu - to, czego nauczali świadkowie, nie szło w parze z życiem. Przez pewien czas starszym zboru był mąż Anny. - Pięknie mówił o różnych sprawach, cytował Jezusa - wspomina, przywołując moment, kiedy rozważane były tematy dotyczące rodziny, szacunku wobec współmałżonka. - Przepłakałam całe spotkanie. Potem, w domu, uświadamiałam mężowi jego fałsz - mówi, zaznaczając, że sposób, w jaki ją traktował, daleko odbiegał od biblijnego. - Cytowałam wersety o miłości małżeńskiej i pytałam: jak możesz nauczać, nie mając w poważaniu rodziny? On jednak nie zmieniał postawy. Pewnego dnia przyszedł i rzucił ze złością, że na jego własną prośbę został wyłączony z funkcji starszego zboru. Powiedział: masz, czego chciałaś.

 

Niewidzialna dla świadków

Z czasem zaczął narastać strach przed wykluczeniem, ponieważ rozważała odejście od męża. Według ustanowień zboru rozwód był niemożliwy, chyba że jedna ze stron dopuściła się cudzołóstwa. Dziś, jak zauważa, zasady u świadków trochę się zliberalizowały. - Ogólnie przymyka się oko na wiele spraw, a wyznawcy nie przestrzegają reguł, według których powinni kształtować swoje życie - opowiada.

Wiedziała, że gdy założy sprawę o rozwód, zostanie usunięta ze zboru. Dlatego wcześniej napisała pismo do ŚJ z prośbą o wykreślenie ze zboru i dopiero wniosła sprawę o rozwód. - Odtąd stałam się jakby niewidzialna dla wyznawców - wspomina Anna. - Oni nie uznają tych, którzy opuszczają zbór. Nazywa się ich bałwochwalcami i odstępcami. Wszelkie kontakty zostały zerwane, przestałam dla nich istnieć. A miałam naprawdę wielu znajomych. Byłam świadkiem Jehowy przez 15 lat…

Po odejściu najbardziej bolesne były nie tylko zerwane więzi ze wspólnotą, ale przede wszystkim z własną rodziną. - Jeden z trzech synów poszedł za ojcem, co było dla niego wielkim obciążeniem. Miał zdolności matematyczne i fizyczne, ale niewielkie szanse na to, aby je rozwijać. Kiedy skończył 18 lat, ojciec uznał, że nie będzie płacił za jego studia i przestał mu pomagać. Syn wówczas nie utrzymywał ze mną kontaktów, więc nie mogłam podać mu ręki - zauważa, dodając, że z czasem to się zmieniło i teraz stanowią dla siebie wsparcie. - Wcześniej synowie byli wrogo nastawiani do mojej osoby. Moja ośmioletnia wnuczka w ogóle mnie nie zna, jej tata całkowicie zerwał więzi ze mą tylko dlatego, że odeszłam od świadków. Nie istnieję dla niego jako matka i babcia. Pęka mi serce, że nie mogę przytulić ani syna, ani wnusi. Nie utrzymuję też kontaktów ze swoimi braćmi - przyznaje.

 

Poszukiwanie drogi

Po dwóch, trzech latach po odejściu od świadków, latach pustki, osamotnienia, wewnętrznego rozbicia i wizyt u psychologa zaczęła znów się podnosić. Kierowała swoje kroki do adwentystów i zielonoświątkowców, ale nie odnalazła tam dla siebie miejsca. Znajomy zakonnik powiedział, że już nic nie będzie takie samo, jak wcześniej.

Ślad w podświadomości został do dzisiaj, mimo że od momentu wystąpienia ze zboru minęło już 26 lat. - Odejście od świadków jest bardzo trudne, czasami niemożliwe, a często kończy się załamaniem psychicznym - twierdzi Anna. - Modliłam się w tym trudnym dla siebie okresie, zwracałam do Boga własnymi słowami i tak czynię do dzisiaj - opowiada.

Powrót do Kościoła katolickiego nastąpił w 1999 r. Jeden z jej synów zapragnął otrzymać chrzest katolicki. - Był to impuls, aby wrócić - mówi. - Syn miał wtedy 17 lat, jego decyzja była w pełni świadoma i dojrzała. Do dzisiaj trwa w wierze katolickiej. Ja również skierowałam swoje kroki w stronę Kościoła i, mając za sobą bagaż doświadczeń, pozostałam wierna Bogu. Chciałabym przestrzec wszystkich, którzy zastanawiają się, czy nie zostać świadkami Jehowy. Nie dajcie się zmanipulować tej sekcie.

 

* Imię bohaterki zostało zmienione.

Zadawała starszym zboru wiele pytań dotyczących nauczania, przez co narażała się na wrogość i niecierpliwość. Pytała o różne kwestie, ale często odpowiedź była jedna: na to przyjdzie światło.

Joanna Szubstarska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Siedlce dla Jezusa


W radosnej atmosferze uwielbienia blasku chwały Boga przebiegały koncerty i spotkania uwielbieniowy organizowane w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, 20 czerwca, w wielu miejscowościach naszego regionu. [fot. MK]

FOTOGALERIA

Moda na pomaganie


Co i dla kogo mogę zrobić - na te pytania można było znaleźć odpowiedź podczas III Dnia Siedleckich Organizacji Pozarządowych. Pogoda dopisała, stąd też zainteresowanie piknikiem NGO, który odbył się 6 czerwca na siedleckim placu Sikorskiego, było spore. Choć idea spotkania co roku jest taka sama, czyli prezentacja oferty oraz wymiana doświadczeń między organizacjami pozarządowymi z regionu, zmienia się zarówno grono uczestników, jak i wystawiające się grupy. A warto pamiętać o tym, że w tego typu formacjach, których głównym celem jest wsparcie codziennego życia mieszkańców regionu, działają tysiące osób, poświęcając swój czas. [fot. JAG]

PATRONAT "ECHO"


XXVII Ekumeniczna Piesza Pielgrzymka
16 sierpnia pielgrzymi z całej Polski wyruszą z białostockiej katedry do Ostrej Bramy w Wilnie. Podczas dziewięciodniowego zmagania się z trudem i wysiłkiem pątnicy doświadczą także niezwykłej gościnności.
więcej »
Kultura bez Granic
29 czerwca na terenie rekreacyjnym przy kąpielisku w Kobylanach w gminie Terespol odbędzie się festiwal Kultura bez Granic. To już 16 edycja imprezy, której celem jest prezentacja folkloru polsko-białoruskiego pogranicza.
więcej »
Spływy kajakowe
Stowarzyszenie Rozwoju Miejscowości Studzianka zaprasza 20 czerwca, od 11.00, na spływ kajakowy Zielawą na trasie Wisznice - Studzianka na dystansie 20 km.
więcej »
 

POLECAMY


Droga na ołtarze
Św. Antoni z Padwy to niewątpliwie jeden z najbardziej znanych świętych na świecie. Już sam fakt, że we Włoszech mówi się o nim Il Santo, czyli po prostu Święty, świadczy o jego potędze.
więcej »
 

SONDA

 

Czerwiec to dla mnie....

miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

czas wyczekiwania wakacji

najpiękniejszy miesiąc w roku

okazja do refleksji nad szybko mijającym czasem

miesiąc jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Wtorek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR