20 stycznia 2019 r. Imieniny obchodzą: Fabian, Sebastian

Pogoda: Siedlce

Numer 3
17-23 stycznia 2019r.

menu

NEWS

Najnowsze badania przeprowadzone przez włoskich naukowców potwierdzają, że „człowiek, który został okryty Całunem Turyńskim, został wcześniej ukrzyżowany”. Określają też dokładne miejsce ciosu, zadanego włócznią, która przebiła bok Jezusa i potwierdzają autentyczność śladów krwi znajdujących się na Całunie. Więcej w bieżącym wydaniu ECHA...

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Opinie

 
 

Obrazki z życia

2 stycznia 2019 r.

Święta, święta... i po świętach


fot. PIXABAY.COM

Ze świętami jest tak, że szybko się kończą. Pozostaje pytanie: co dalej? Jak odnaleźć się w szaroburej rzeczywistości, gdy wrócą stare pokusy, nawyki, konteksty? Może jednak nie trzeba od razu się poddawać? Może warto choć trochę powalczyć o swoją duszę?

Chodzę do kościoła tylko raz w roku, tj. na Pasterkę - tłumaczy kobieta w średnim wieku podczas wizyty duszpasterskiej, zwanej popularnie kolędą. - Dlaczego? - dociekam. - Jestem wierząca, ale niepraktykująca - odpowiada. - Nie interesują mnie „te” rzeczy. Poza tym trzeba dawać pierwszeństwo rozumowi, a nie jakimś tam „przesądom”. Mamy XXI w.! - Cóż, skoro tak pani twierdzi… Szanuję pani poglądy, choć uważam, że jest inaczej. Proszę być tylko konsekwentną do końca i gdy przyjdzie moment rozstania się ze światem, wcześniej zadysponować, by pogrzeb był świecki. Wszak nie ma sensu wbrew woli na siłę „ciągnąć” panią do kościoła, który całe życie pani świadomie omijała - odparłem. Rozmówczyni przyznała mi rację. Dalej rozmowa potoczyła się tak, „by było miło”: dom, rodzina, dzieci, zdrowie etc.

Na koniec pani zapytała:

- Proszę księdza, o tutaj (wskazała palcem) na komodzie stoi porcelanowy słonik. Jak to jest? Czy szczęście przynosi taki z podniesioną czy opuszczoną trąbą?

Cóż, ponoć żyjemy w XXI w.!

***

Historia podsłuchana na rekolekcjach w jednej z siedleckich parafii.

- Proboszcz poprosił mnie, bym poszedł z Najświętszym Sakramentem do chorych - zaczął opowieść rekolekcjonista. - Parafia nie była duża, więc niektóre twarze mijanych ludzi kojarzyłem z kościoła. Widziałem ich czekających na spowiedź przed konfesjonałem, przyjmujących Komunię św. Smutne było to, że kiedy szedłem ulicą, nikt nie okazał szacunku Panu Jezusowi. Nawet nie chodziło o to, by klękać - wystarczyło zwyczajnie na moment zatrzymać się, schylić głowę, zdjąć czapkę czy przeżegnać się. Chodziło o znak, że wierzą, iż ON tu jest! Większość udawała, że mnie nie widzi. Jakby ksiądz i Ten, którego niósł chorym, byli powietrzem - relacjonował.

- Tak się złożyło, że kiedy po skończeniu posługi wracałem do kościoła, na tej samej ulicy chodził kominiarz. Pukał do drzwi, czasem wchodził do środka, a niekiedy dawał tylko do podpisu jakieś dokumenty. Obserwowałem, jak ludzie - widząc go z daleka - z uwagą spoglądali pod nogi. Jakież tam było zacięcie! Czego szukali? Guzika z kominiarskiego munduru. A nuż się urwał?! Wszak znaleźć taki guzik to zapewnić sobie szczęście na cały nadchodzący rok…

***

Jakoś nie trafiają do mnie twierdzenia „młodych, wykształconych, z dużych miast” (i nie tylko), że w XXI w. Panu Bogu można przypisać rolę co najwyżej ornamentu zdobiącego święta i uroczystości rodzinne, że to wiek rozumu i że wiara nie za bardzo w tej koncepcji życia się mieści. Natura nie znosi pustki. „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko” - pisał G.K. Chesterton. W słonika z podniesioną trąbą, drzewko szczęścia, guzik kominiarza, spadającą gwiazdę, tłuczone kieliszki rzucane za siebie przez młodych po pierwszym weselnym toaście, moc podkowy czy banknotu włożonego w becik dziecka niesionego do kościoła na chrzest itd. I jest to wiara nie mniejsza niż wiara w Boga w „ciemnych” minionych wiekach.

- Dokąd to pani teraz idzie? - pyta kobieta inną kobietę wychodzącą z niedzielnej Mszy św.

- Ano do wróżki. No bo, wie pani, ja w sprawach biznesowych zawsze radzę się wróżki...

To jak to jest z tym XXI w.?

 

Co poszło nie tak?

Poświąteczny czas to w naszej tradycji okres tzw. wizyt duszpasterskich. W Warszawie księża odwiedzają swoich parafian już od Adwentu. Oto historia usłyszana od ks. Marka, mojego rówieśnika, proboszcza parafii „na dorobku” (z nowo budowanym kościołem) na jednym ze stołecznych blokowisk.

- Dużo mieszkań jest zamkniętych. Spotykam ich mieszkańców na ulicy, przychodzą do kancelarii. Nie ma w nich wrogości, są sympatyczni. Z chodzeniem do kościoła jest różnie. Po prostu „te sprawy” ich nie interesują. Albo, jak mówią, nie mają czasu, ponieważ... kredyt i dwa etaty, zmęczenie, bo „chałupę trzeba ogarnąć w niedzielę”, na zakupy pojechać, na wieś po słoiki podskoczyć itp. Któregoś „kolędowego” dnia pukam do drzwi mieszkań na klatce schodowej. Większość mieszkańców nie otwiera, ewentualnie grzecznie odmawia. W pewnym momencie wychodzi młody gospodarz i szerokim gestem zaprasza mnie do wnętrza. «Proszę bardzo! Zapraszamy księdza do nas!» Ucieszyłem się, ponieważ, jak pamiętałem, dotąd lokatorzy spod „12” Panu Bogu się nie naprzykrzali, a mieszkanie przez wiele lat było przede mną zamknięte. «Niech ksiądz wejdzie! O, i rodzice ze wsi przyjechali! To moja mama, tata...». Dobrze, że dostałem szansę pobłogosławienia mieszkania, porozmawiania o Panu Bogu. Naprawdę było miło. Ale kiedy wracałem do siebie, nie dawała mi spokoju myśl: a może to była komedyjka odegrana ad hoc na potrzeby rodzinnego piaru? Trzeba było pokazać, jakim to jest się pobożnym, jak ceni się tradycję. Żeby „starzy” się nie czepiali i utwierdzili w przekonaniu, że „u nas z wiarą jest wszystko OK”. I dali spokój z gderaniem.

Jak daleko da się zajechać na grze pozorów? Dlaczego tak jest, że wiele dzieciaków, które wyjechały z wypełnionej po brzegi tradycją, przestrzegającej dość radykalnie pobożnościowych reguł wsi, małych miasteczek - także naszych, podlaskich, mazowieckich - zaczęło zachowywać się zgoła inaczej? Nagle Pan Bóg przestał być im potrzebny, podobnie jak ślub kościelny, coniedzielna obecność na Mszy św., codzienna modlitwa, moralność wpisana w Dekalog...

Co poszło nie tak?

 

Nasze polskie świętowanie

Dialog z życia wzięty: 23 grudnia: - Nie jedzcie tego! To na święta!

26 grudnia: - No, jedzcie, jedzcie. Bo się zmarnuje!...

...i się marnuje! Aż serce boli, gdy tydzień później w śmietnikach walają się całe bochny chleba, poniewiera się zepsuta żywność: tony ciast, niezjedzonych sałatek, skwaśniałych bigosów i Bóg wie czego jeszcze, co miało swój smak, zapach, kusiło wyglądem.

- Może serniczka, córciu? Przecież tak lubisz makowiec...

- Co? Nie dam rady! Ileż można!

Mieszkam niedaleko dwóch supermarketów. Gdyby ktoś - całkowicie niezorientowany, że oto za parę dni rozpocznie się tradycyjne polskie świętowanie - popatrzył, co się w nich i dookoła nich dzieje, mógłby pomyśleć, że zbliża się apokalipsa. Albo że z jakichś powodów sklepy pozostaną zamknięte przez - minimum! - najbliższe dwa tygodnie! Kosze wyładowane po brzegi wszelkiego rodzaju jadłem i napitkiem! Bagażniki samochodowe upychane kolanem, permanentne podenerwowanie kupujących („Dlaczego ta kasa jest zamknięta?”, „Ależ ta kasjerka się guzdrze! Chyba nowa...”), drażliwość, pogoń za promocjami - to „chleb powszedni” bożonarodzeniowej gorączki.

- Więcej! Więcej! Stół musi być zastawiony po brzegi. Lepiej niech zostanie, niż ma zabraknąć...

- Bieda? Proszę księdza, w Polsce nie ma biedy! - tłumaczyła mi kilka dni temu kasjerka pracująca w dużym, gromadnie odwiedzanym przez rodaków dyskoncie. - Proszę zobaczyć, co się dzieje! Rachunek powyżej 500 zł? To żadna rewelacja. Zdarzają się paragony półmetrowej długości! Trzeba by chyba przez miesiąc uprzednio pościć, by to wszystko zjeść. Albo mieć rodzinę kilkunastoosobową i nie wstawać od stołu przez tydzień.

Co się dzieje? Kompleksy? Nie przeszedł nam zachwyt, rodem jeszcze z lat 90 ubiegłego wieku, że teraz wszystko jest i nie trzeba jechać na bazar Różyckiego po kawę i kakao, stać w „komercyjnych” długich kolejkach po wędliny, polować na cytrusy? Brak świadomości, że 27 grudnia sklepy też będą otwarte? A może to wyraz zachłanności, zwyczajnego braku roztropności, czystej głupoty?

- W Polsce marnuje się co roku około 9 mln ton żywności. To więcej niż wynosi średnia unijna - przypomniał kilka dni temu Marek Borowski, prezes Federacji Polskich Banków Żywności. Tylko około 80 tys. produktów trafia do banków żywności, tzn. niecałe 1% traconego rocznie jedzenia. 9 mln ton... Ile to jest np. bochenków chleba? Nie potrafię sobie wyobrazić.

Może truizmem będzie to, co teraz napiszę, ale czy mamy świadomość - marnotrawiąc pieniądze, lekko wywalając do śmietnika jedzenie - że żyją na świecie miliony ludzi, w tym dzieci, które za kromkę chleba są w stanie pracować cały dzień? Dawniej kruszynę chleba, która upadła na ziemię, podnoszono i całowano z szacunkiem. Dziś, gdy w szkole dziecku ukruszy się fragment kanapki, zostanie rozniesiony na butach przez rówieśników. Nikt się nie pochyli. W domach jest nie lepiej.

Oj, poprzewracało nam się w głowach od tego dobrobytu...

Ks. Paweł Siedlanowski

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Misyjni kolędnicy


W Diecezjalnym Spotkaniu Kolędników i Kół Misyjnych uczestniczyło ponad 250 dzieci wraz z opiekunami - przedstawiciele kół i ognisk misyjnych. Zaprezentowało się 11 grup z terenu diecezji siedleckiej: Leopoldowa, Ostrówek, Domanic, Huszlewa, Pruszyna, Woli Poduchownej, Maciejowic, Grębkowa, Radzynia Podlaskiego, Sobolewa i Wierzbna. Środki, które zebrali młodzi kolędnicy, zostaną przeznaczone na pomoc ich rówieśnikom z Rwandy i Burundi. [fot. Monika Król]

FOTOGALERIA

Pamięć o unitach


Doroczne uroczystości upamiętniające męczeństwo Unitów Podlaskich zainaugurowała Msza św. w kościele parafialnym w Drelowie pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Następnie w Gminnym Centrum Kultury w Drelowie został wystawiony spektakl pt. „Matka Boska od Unitów” w wykonaniu młodzieży z Zespołu Szkół im. Unitów Drelowskich.

PATRONAT "ECHO"


 

POLECAMY


O oczekiwaniu i obecności
Jedyną właściwą odpowiedzią na tę dojmującą tęsknotę jest Bóg. Papież Benedykt XVI przypomina, że chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Pana, jednocześnie już żyjąc tym, czego się spodziewają.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
X Pielgrzymka Amazonek do Matki Bożej Kodeńskiej
Jubileuszowa pielgrzymka odbędzie się w niedzielę 3 lutego. Centralnym punktem uroczystości będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa siedleckiego.
więcej »
 

SONDA

 

Czego uczą nas bł. Męczennicy Podlascy?

że są wartości, których za wszelką cenę trzeba bronić, nawet za cenę życia

że wierność Bogu bardzo dużo kosztuje

zaufania mimo wszystko - z wiarą, że wyda ono błogosławione owoce

są wzorem odwagi - także, a może zwłaszcza, dla młodych ludzi

trudno powiedzieć - unici żyli w innych czasach, borykali się z innymi problemami



LITURGIA SŁOWA



Czytania:
; ;

Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR