28 sierpnia 2016 r. Imieniny obchodzą: Patrycja, Erazm, Augustyn

Redakcja Kontakt Reklama Patronat Archiwum

www.echokatolickie.pl

Og³aszaj si?w Echu SMS-em

redakcja@echokatolickie.pl

     

  Aktualności Kościół Opinie Rozmowy Komentarze Diecezja Historia Kultura Region Rozmaitości Sport Ogłoszenia  

 

Numer 34 - 25-31 sierpnia 2016r.

NEWS

Czas do szkoły! W najnowszym wydaniu EK dodatek edukacyjny - zachęcamy do lektury!

Diecezja

 
 

Sobiekursk Uroczystości odpustowe

4 września 2008 r.

Dziękczynienie za kapłaństwo


fot. MR

W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, 26 sierpnia 2008 r., w należącym do parafii Warszawice kościele filialnym w Sobiekursku odprawiono jubileuszową Eucharystię, wpisującą się w obchody 600. rocznicy pierwszej wzmianki o parafii warszawicko-radwankowskiej.

  Tego dnia dziękowano w szczególności za dar kapłaństwa, czyli za księży pracujących w parafii oraz tych duchownych, którzy z niej pochodzili na przestrzeni kilku wieków istnienia.

 Mszę św. w intencji parafian koncelebrowało kilku z kilkudziesięciu żyjących jeszcze byłych ks. wikariuszy warszawickich: ks. Andrzej Wolanin (1994-1995, obecnie wikary w Parczewie), ks. Leszek Walęciuk (1995-1998, proboszcz z Jabłecznej), ks. Michał Wawerski (2000-2001, wikary w katedrze siedleckiej), ks. Sławomir Arseniuk (2001-2003, wikary w Mokobodach) pod przewodnictwem ks. Marka Bieńkowskiego (2004-2006), obecnie pasterzującego w Rykach. Przybyli na zaproszenie miejscowego proboszcza Jerzego Domańskiego i wikariusza Jacka Sawczuka. Z okolicznościową homilią wystąpił ks. Arseniuk wskazując Matkę Boską z Jasnej Góry za wzór do naśladowania dla człowieka. „Świat dzisiejszy domaga się cudu, aby przyjąć sposób życia Maryi”, który jest służbą innym ludziom. Tu za przykład posłużyli kaznodziei św. Maksymilian Kolbe i Edyta Stein. „Maryja w obrazie częstochowskim staje przed nami i wzywa do służby, smuci się kiedy wielu dobrowolnie rezygnuje ze zbawienia, (…) każe nam myśleć, aby zło się nie panoszyło.” – nawoływał ks. Arseniuk. W imieniu celebransów ks. Michał Wawerski wyraził uznanie dla parafii warszawickiej, że małą kaplicę zdołano powiększyć do rozmiarów okazałego kościoła. Wspomniał też, że tutaj równo 8 lat wcześniej odprawiał pierwszą mszę jako neoprezbiter. Proboszcz parafii, ks. kanonik Jerzy Domański z zadowoleniem podsumował uroczystości.

Po Eucharystii i nabożeństwie do Matki Bożej po raz pierwszy w dziejach sobiekurskiej kaplicy odbyła się procesja eucharystyczna wokół kościoła.

 

Mariusz Rombel

Powrót

 

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Odpust w Kodniu


Tegoroczny sierpniowy odpust przeżywaliśmy pod hasłem: Miłosierna Matka Jedności. Uroczystości były połączone z rekoronacją cudownego wizerunku Matki Bożej Kodeńskiej i 200 rocznicą powstania Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Mary Niepokalanej - mówi o. Mirosław Skrzydło OMI, rzecznik prasowy kodeńskiego sanktuarium.[fot. W. Bobryk]

FOTOGALERIA

Wolność została nam podarowana


Podczas siedleckich obchodów święta Wojska Polskiego, wpisujących się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przypomniano tych, dzięki którym idea wolności przybrała realny kształt. [fot. Jerzy Cabaj]

PATRONAT "ECHO"


Dożynki i Dni Ryk
Tradycja i współczesność będą przyświecały tegorocznym gminnym dożynkom. Miejsko-Gminne Centrum Kultury, urząd miejski oraz parafia Najświętszego Zbawiciela zapraszają na święto plonów połączone z festynem.
więcej »
Złota jesień w Suchożebrach
W niedzielę, 4 września, na placu przy OSP odbędzie się festyn Złota jesień w Suchożebrach połączony z gminnymi dożynkami.
więcej »
 

POLECAMY


Bez owijania w bawełnę
Są prawdziwe i autentyczne. O Bogu i Jego miłosierdziu rozmawiają ci, których znamy z pierwszych stron gazet, ekranów telewizyjnych bądź porywających kazań.
więcej »
Tajemnice chrześcijaństwa
Czy figura może płakać? Jak to możliwe, że ciała nie ulegają zepsuciu? Jaką tajemnicę skrywa słynny Całun Turyński? I czym naprawdę są stygmaty?
więcej »
Lektura, która podnosi na duchu
Autor bestselleru pt. Jezus oraz równie rewelacyjnej książki pt. Siedem ostatnich słów Jezusa, i tym razem zaskakuje. James Martin, znany amerykański jezuita, doświadczony kierownik duchowy, wydaje książkę, która podnosi na duchu. Jak mówią komentatorzy, Opactwo - bo o tej książce tym razem mowa - jest wnikliwą analizą, od której nie sposób się oderwać.
więcej »
 

SONDA

 

Dlaczego ludzie popadają w uzależnienie?

winne są predyspozycje genetyczne

przykład otoczenia robi swoje

z nudów albo dobrobytu

nie nadążają za wymaganiami świata i uzależnieniem leczą kompleksy

nie mam zdania


LITURGIA SŁOWA


Ewangeliarz OP Oremus Dążenie do pierwszeństwa, do pochwał, do zaszczytów jest chorobą duszy. Skłonność do porównywania się z innymi albo do wybijania się kosztem drugich świadczy o tym, że nie potrafimy cieszyć się Panem, nie przyjmujemy Jego darów. Kto uczestniczy w Eucharystii z wiarą w nieskończoną i niepowtarzalną miłość Jezusa, ten nie musi już szukać gdzie indziej zaspokojenia swoich najgłębszych pragnień. Prostota, pokora, służba cechują tych, których Jezus wyzwolił. ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” wrzesień 2007, s. 9 Ks. Mariusz Pohl „Przyjacielu, przesiądź się wyżej” Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w dzisiejszej Ewangelii Chrystus daje nam pewną towarzyską poradę z zakresu savoir vivre’u, i to poradę dosyć dwuznaczną: jak przy pomocy cwanego chwytu osiągnąć prestiżową korzyść. Oczywiście, domyślamy się, że nie o to Chrystusowi chodziło! Wręcz przeciwnie, jest to lekcja pokory. Pojęcie pokory jest nam chyba dość obce i nieznane. Często uważamy, że pokora polega na tym, że nie wolno być z siebie zadowolonym ani też bronić swojego zdania, że trzeba zawsze robić krok do tyłu z uniżonym ukłonem i pozwalać sobie skakać po głowie, a na dodatek „dwie matki ssać”. Oczywiście, to tylko karykatura pokory, tak jak karykaturą pychy jest przekonanie, że polega ona na zadzieraniu nosa. W istocie pokora i pycha to postawa i zajęcie stanowiska człowieka względem Boga. Pokora polega na oddaniu pierwszeństwa Bogu, a pycha na zajęciu pierwszego miejsca dla siebie. Człowiek pyszny uważa, że nie potrzebuje Boga, że sam potrafi stanowić o sobie i sam decydować, co jest dla niego dobre, a co złe. Uważa też, że zbawienie jest jego osobistym osiągnięciem i zasługą, że zbawia się sam, dzięki swemu postępowaniu. Wynika z tego, że Bóg jest w zasadzie niepotrzebny, że jest jakby arbitrem albo kibicem, który jedynie przypatruje się z boku, jak nam idzie. Człowiek pokorny natomiast zdaje sobie sprawę, że sam nic nie może, że zbawienie jest darem darmo danym przez Boga, i tylko przez Boga. Nie przypisuje sobie żadnej zasługi, nie rości sobie żadnych pretensji ani praw, bo wie, że miłość i miłosierdzie Boga są o wiele lepszą gwarancją zbawienia, niż własne zasługi, zabiegi i żądania. Dlatego też siebie samego, swoje życie i zbawienie, z zaufaniem powierza Bogu. A ponieważ dzięki wierze ma pewność zbawienia, wie już, ile zawdzięcza Bogu. Więc potrafi być wdzięczny, potrafi Boga uwielbiać, próbuje Go naśladować i żyć na co dzień Jego słowem i wolą, jak powszednim pokarmem. Na tym polega prawdziwa pokora. Jej ilustracją są dalsze słowa Jezusa: Chcesz wyprawić przyjęcie? Nie zapraszaj tych, którzy potrafią sobie sami dobrze radzić i w życiu nie zginą. Zaproś tych, którzy sami nic nie mogą, nie mają możliwości, nie potrafią ci się odwdzięczyć, nie potrafią sobie „załatwić”. Będziesz wtedy podobny do Boga, który potrafi darmo i wielkodusznie dawać, nie dlatego, że liczy na rewanż czy własny interes, ale dlatego że jest miłosierny dla pokornych. Właśnie taka jest metoda Pana Boga i ekonomia zbawienia: jeśli Mi zaufasz i okażesz pokorę, możesz otrzymać wszystko, co chcesz, a nawet więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić. Jeśli natomiast spróbujesz obyć się beze Mnie i zechcesz sam zdobywać sobie życie wieczne, będziesz podobny do owego zarozumiałego faryzeusza, który ze wstydem musiał ustąpić pierwszego miejsca, które samowolnie sobie zajął. Być może trochę się nam to nie podoba. Bardziej przypada nam do gustu mit o Prometeuszu, który zbuntował się przeciwko bogom i wykradł im ogień życia. Jednakże Bóg chrześcijan, Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie, jest Bogiem miłości, a nie zazdrosnym o swoje wpływy tyranem. Nie chce nikogo upokarzać, lecz uszczęśliwić. Ale musimy Mu to umożliwić – bez naszej zgody i współpracy, bez gotowości i pragnienia przyjęcia daru zbawienia, dar ten będzie się tylko marnował. A my pozostaniemy na lodzie, sami ze sobą i swoją pychą. Ks. Mariusz Pohl Ks. Edward Staniek „Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa” W świecie przyrody trwa zacięta walka o byt. Podobne zmaganie można obserwować wśród ludzi. Różnica jednak polega na tym, że w przyrodzie silniejszy wygrywa, a słabszy uznaje się za pokonanego, tymczasem wśród ludzi słabszy rzadko kiedy rezygnuje z dalszej walki i umie się pogodzić ze swoim miejscem. Pokonany potrafi sięgać po bardzo nieuczciwe środki, byle wypłynąć na wierzch i zająć pierwsze miejsce. A jeśli mu się to już nie może udać, swoje wysiłki koncentruje na tym, by pomniejszać sukces zwycięzcy. Można nawet obserwować sytuacje, w których pewne jednostki tym usilniej walczą o pierwsze miejsce, im mniej się do tego nadają. Źródłem tej dążności jest pycha, czyli chorobliwie ustawiona ambicja. Ludziom się wydaje, że są o tyle ważni, o ile mają przewagę nad innymi. Stąd ciągle zestawiają się z innymi, przeżywając bolesne kompleksy, gdy spotykają silniejszych, zdolniejszych, bogatszych od siebie, i zadzierają nosa, gdy mogą udowodnić nad kimś przewagę. Dla zewnętrznego obserwatora takie postępowanie jest niezrozumiałe, często niemądre, ale pycha zaślepia zarozumialca i nie pozwala mu dostrzec prawdy o sobie. Pycha to groźna choroba ludzkiego ducha. Niszczy tego, kto na nią choruje, i boleśnie rani wszystkich, którzy mają z nim do czynienia. Większość ludzkiego cierpienia i nieszczęścia płynie z niezaspokojonej ambicji. Niewielu też ludzi jest wolnych od tej choroby. Jej objawy możemy obserwować w przedszkolu i w domu starców, w kolejce przed sklepem i w salce katechetycznej. Grozę tej choroby powiększa fakt, że żadna apteka świata nie posiada na nią lekarstwa. Autor Księgi Mądrości stwierdził krótko: „Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa”. Jedyna bowiem szansa wyrwania się z tej choroby jest zawarta w odkryciu i umiłowaniu prawdy o sobie. Aby to jednak mogło nastąpić, człowiek musi zrezygnować z porównywania siebie z innymi i zmierzyć się wprost i bezpośrednio z Bogiem. Dopiero w spotkaniu z Nim jest w stanie odkryć swoją prawdziwą i niepowtarzalną wielkość i swoją prawdziwą małość, a przez to odnaleźć swoje własne miejsce w stworzonym przez Boga świecie. Ktoś słusznie powiedział, że każdy człowiek winien mieć coś z Kopernika. Każdy bowiem winien odkryć, że on nie jest Ziemią, centrum świata, wokół którego wszystko się kręci, lecz planetą, jedną z miliardów, która razem z innymi, i zgodnie z nimi, kręci się wokół Wiecznego Słońca, którym jest Bóg. Kopernik długo odkrywał prawdę o ziemi i słońcu, a ukończone dzieło trzymał w ręku dopiero na łożu śmierci. Szczęśliwy człowiek, który przynajmniej w godzinie śmierci dokona tego odkrycia w swoim życiu. Znak, że wyzwolił się z owej groźnej choroby, która uniemożliwia dostanie się do królestwa Bożego. W niebie nie ma miejsca dla ludzi pysznych. Ks. Edward Staniek   Jak to było możliwe? Pan Bóg jest energią miłości o niesamowicie wielkim napięciu. Nasze ludzkie serca są zbyt słabe, by mogły się podłączyć do Niego bezpośrednio. Doświadczają tego wszyscy mistycy. Stojąc przed perspektywą spotkania z Bogiem, przeżywają to jako niebezpieczeństwo swojego unicestwienia, jako godzinę śmierci. Skoro jednak Bóg postanowił podłączyć nas do swego życia, potrzebny był „transformator”, w którym owo wielkie napięcie energii miłości zostałoby przemienione tak, iż mogłoby wypełnić nasze serca. Takim właśnie „transformatorem” jest Jezus Chrystus. To w Nim energia Bożej miłości stała się dostępna dla człowieka i wszelkiego stworzenia. Tę myśl usiłowali wyrazić autorzy natchnieni: św. Paweł, św. Jan i autor Listu do Hebrajczyków, gdy mówiąc o Chrystusie nazywali Go Pośrednikiem Nowego Testamentu. Od dwudziestu wieków ludzie na ziemi mają szansę podłączyć się do Boga przez Chrystusa. W sposób oficjalny uczyniły to na przestrzeni wieków miliony ludzi. Każdy chrzest to właśnie podłączenie do Bożej energii miłości dostępnej dla nas w Jezusie. W samym dwudziestym wieku w sposób oficjalny zostało do Boga podłączonych ponad miliard ludzkich serc. Gdziekolwiek jest chrześcijaństwo, tam mamy do czynienia z możliwością korzystania z tego Bożego „transformatora”. Imponujące dzieło. Według statystycznych obliczeń w krótkim czasie należałoby się spodziewać oświecenia energią ewangelicznej miłości całego naszego globu. A tymczasem rzeczywistość jest inna. Po świecie zamiast miłości rozlewa się często nienawiść. W tym kontekście wszystkie wspomnienia w pięćdziesiątą rocznicę drugiej wojny światowej są głośnym krzykiem mówiącym o słabości europejskiego chrześcijaństwa pierwszej połowy naszego wieku. Czy ludzie faktycznie podłączeni do Boga i żyjący Jego miłością dopuściliby do tak strasznej tragedii całych narodów? Przecież miłość nie potrafi przygotować wojny, miłość daje życie, a nie zabija; jednoczy ludzi, a nie dzieli; uszczęśliwia, a nie zadaje cierpienie. Na dramat ostatniej wojny można spojrzeć z wielu punktów widzenia, ale dla chrześcijanina jedno spojrzenie jest najważniejsze: Jak to możliwe, by we wspólnocie chrześcijańskiej, której prawem jest miłość, w której przebywa sam Bóg, zrodziła się tak potworna nienawiść? Jak to się stało, że owa wszechmocna energia Bożej miłości nie została wykorzystana, a jej miejsce zajęła potężna siła niszcząca miliony ludzi? Chrześcijanin nie może spoglądać na wydarzenia lat wojny tylko w kategoriach polityczno-narodowościowych. Przecież Niemcy, Polacy, Rosjanie to w przeważającej części chrześcijanie. Autentyczne spotkanie z Chrystusem wynosi człowieka ponad uwarunkowania polityczne. W Chrystusie szlachetnieją podziały czysto ludzkie. W Nim spotykamy się jak bracia. Druga wojna światowa to wielka kompromitacja żyjących wówczas chrześcijan, a przez nich i Ewangelii w ich wydaniu. Nie należy się dziwić, że chrześcijaństwo przeżywa głęboki kryzys życia religijnego. Trzeba na nowo przemyśleć konkretne wymiary ewangelicznego życia i tak je ustawić, by Kościoły żyjące Chrystusem roznosiły po świecie pokój, a nie wojnę. Autor Listu do Hebrajczyków przypomina, że „przystąpiliście /.../ do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, /.../do Pośrednika Nowego Testamentu — Jezusa”. Mamy promieniować ewangelicznymi wartościami — umiłowaniem prawdy, sprawiedliwości, przebaczenia, miłości. Wspomnienie drugiej wojny światowej to wezwanie skierowane do wszystkich chrześcijan: katolików, protestantów, prawosławnych, by jaśniej dostrzec moc Ewangelii i słabość jej realizacji. Ludzi na miarę Ojca Maksymiliana Kolbe, Edyty Stein, Michała Kozala musi być znacznie więcej, jeśli widmo wojny światowej ma być skutecznie usunięte z horyzontu rozwoju ludzkości. Dotykamy trudnego problemu. Nie wystarczy jednak modlitwa za ofiary wojny i wspomnienie jej bohaterów. Potrzebna jest refleksja nad niewiernością ludzkiego serca Bogu i Jego Ewangelii. Trzeba nam na nowo i znacznie doskonalej podłączyć się do Chrystusa, z którego można by czerpać energię Bożej miłości. Ks. Edward Staniek O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD
Czytania:
Syr 3,17-18.20.28-29; Ps 68,4-7.10-11; Hbr 12,18-19.22-24a
Ewangelia:
Łk 14,1.7-14

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

  Aktualności Kościół Opinie Rozmowy Komentarze Diecezja Historia Kultura Region Rozmaitości Sport Ogłoszenia  

Copyright ?2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR