23 listopada 2017 r. Imieniny obchodzą: Adela, Felicyta, Klemens

Pogoda: Siedlce

Numer 47
23-29 listopada 2017r.

menu

NEWS

Zachęcamy do lektury!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Opinie

 
 

Głos w dyskusji

8 lutego 2017 r.

Syndrom DDK


fot. FOTOLIA.COM

W życiu ważna jest roztropność. Także w podejściu do spraw Bożych, najważniejszych. Kiedyś nastolatka - córka ludzi mocno zaangażowanych w dzieło ewangelizacji - wykrzyczała przy klasie: Nienawidzę Kościoła! Kościół zabrał nam rodziców! Oni nie mają dla nas czasu! Ważniejsi są inni, my się nie liczymy!... Jak określić granicę, której nigdy nie powinno się przekraczać?

Syndrom DDK, czyli dorosłe dzieci katolików. Tytuł został zapożyczony z tekstu zamieszczonego na portalu http://pl.aleteia.org. Może dziwić, ponieważ wprost odnosi się do pojęcia syndromu „dorosłych dzieci alkoholików” (DDA). Czy zestawienie ze sobą obu problemów nie jest nazbyt szokujące, nie stanowi nadużycia? Przecież chodzi o przekleństwo, destrukcję osobowości, uzależnienie, które promieniuje na najbliższe otoczenie osoby uzależnionej. Być może.

Czy można się jednak od zaangażowania w Kościele uzależnić się do tego stopnia, iż w pewnym momencie nie zauważa się, iż zaczynają na tym cierpieć najbliżsi, sypie się rodzina? Można.

…bo Kościół zabrał nam rodziców

- Mamy kłopoty z córką - opowiadał mi niedawno rodzic mocno zaangażowany w ewangelizację w jednej z kościelnych grup. - Nie chce się z nami modlić, nie chodzi do kościoła na niedzielną Eucharystię. Buntuje się, gdy chcemy z nią porozmawiać o Panu Bogu, wierze. Wychowawczyni zgłasza problemy wychowawcze. Nie wiemy, co robić.

Asia ma 13 lat i jest w tzw. trudnym wieku. Pierwsze zakochania, burza hormonalna, apogeum typowego u nastolatków „nie, bo nie”… Bartek jest od niej dwa lata starszy. Mówi mniej niż siostra, ale też skrywa w sobie jakiś nieuchwytny, trudno definiowalny smutek. Jest znakomitym piłkarzem - niedawno jego drużyna występowała w finale miejskiej szkolnej ligi piłkarskiej. Wygrali! Był puchar, medale i wielkie brawa. Chłopiec jakby ich nie słyszał. W tłumie wypatrywał swojego taty. Tak bardzo chciał, żeby ojciec go pochwalił, spojrzał z dumą, poklepał z uznaniem po ramieniu, zabrał na lody „miszczunia”. Nie było go. Miał w tym czasie spotkania, podczas których byli przygotowywani animatorzy mający za zadanie współprowadzić wakacyjne rekolekcje dla młodych małżeństw. Alibi mocne! Trudno się czepiać. „Pan Bóg jest przecież najważniejszy, trzeba umieć przyjąć ofiarę, krzyż swoje waży, wszystko przecież jest „ad maiorem Dei gloriam” -  na większą Jego chwałę!” - tyle razy Asia i Bartek słyszeli te słowa. Czytają przecież wspólnie Pismo Święte, rozważają słowo Boże.

Ale zabolało. Nie pierwszy raz zresztą.

Asia rzuciła mi kiedyś na katechezie: - Nienawidzę tej szkoły! Nienawidzę Kościoła… Klasa była zszokowana. Dlaczego? Dziewczynka zaraz zreflektowała się, przeprosiła. Później, kiedy rozmawialiśmy „na spokojnie”, powiedziała słowa, które tym razem mnie zmroziły: - Bo Kościół zabrał nam rodziców! Oni nie mają dla nas czasu! Ważniejsi są inni, my się nie liczymy!... 

Jaki byłby świat, gdyby nie zapaleńcy, pasjonaci, Boży szaleńcy?

Autor wspomnianego wyżej tekstu (Błażej Kmieciak, „Syndrom DDK, czyli «dorosłe dzieci katolików»”) przytacza przykład prof. Jerome’a Lejeune’a. Był wybitnym genetykiem, odkrył przyczyny występowania zespołu Downa. Angażował się także w życie Kościoła. Jego córka, Clara Lejeune, w książce „Życie jest cudem” wspomina gorzko, że przez aktywności taty wraz z mamą i rodzeństwem nie widywali ojca tygodniami. - Czy Lejeune pobłądził? - pyta B. Kmiecik. I dodaje: -Ale jaki byłby świat, gdyby nie jego badania?...

Wiara i rozum

Problem, wbrew pozorom, jest niebagatelny. Dotyka rodzin wielu szlachetnych, gorliwych ludzi, szczerze kochających Boga i Kościół. Sednem problemu wydaje się być pytanie: jak znaleźć właściwą miarę? W jaki sposób spalać się dla Boga, aby przy okazji - wbrew intencjom - nie spopielić relacji rodzinnych, nie narazić się na gorzkie słowa żony, męża, dzieci, że „Kościół zabrał mi współmałżonka, ojca, matkę”?

Wydaje się, że konieczna jest tutaj szczera, właściwa ocena z zewnątrz. Emocje zazwyczaj zaciemniają osąd - potrzebny jest ktoś niezależny, obiektywny, kto potrafi pomóc określić granice. Wiara potrzebuje silnego wsparcia rozumu. Bycie pobożnym nie może być tożsame z byciem naiwnym. Niewłaściwe gospodarowanie czasem, zaniedbywanie rodziny zazwyczaj kończy się kłopotami.

Warto wziąć pod uwagę też inne kryterium, mające swój biblijny rodowód: „Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? - mówił Jezus. Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców” (Mt 7,16-18). Czy osamotniona rodzina - fizycznym bądź nawet tylko mentalnym brakiem ojca czy matki - stanowi właściwe świadectwo ewangelicznego zapału? Czy nieumiejętność przekazania swojemu dziecku wiary i jej owoców nie delegitymizuje czasem ewangelicznego zaangażowania rodziców? Św. Paweł pisał o tym zadziwiająco radykalnie: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5,8). Mocne stwierdzenie.

Zdarzało mi się spotykać wędrownych katechistów Drogi Nekatechumenalnej (zazwyczaj mających liczne rodziny), których dzieci więcej czasu spędzały z babciami, ciotkami, znajomymi ze wspólnoty niż z rodzicami. Jak zapamiętają rodziców? Czy będą w stanie zrozumieć, że „tak trzeba” i że jest to cena powołania, jakie odczytali w sobie mama i tata, czy kiedyś z żalem stwierdzą, że „Kościół ukradł im rodziców”?...

Bunt dorosłego dziecka katolików (syndrom DDK) może mieć różne przyczyny. Jasne, najwięcej zależy od rodziny, ale nie wszystko. Bywa, że świat, inni ludzie odpowiednio „zatroszczą się” o to, by zepsuć dziecko wywodzące się nawet z najlepszej rodziny, gdzie nie szczędzono czasu na wychowanie, formację, nigdy nie brakowało czasu dla siebie nawzajem. Wierzę jednak, że w jakimś momencie życia wspomnienia z domu, zapamiętanego jako „szczęśliwy port dzieciństwa” przywiodą do świata, gdzie - w myśl zasady św. Augustyna - „Bóg był na pierwszym miejscu” i wszystko inne „na właściwym miejscu”. Tak to działa.

Ordo caritatis

Podczas kursów udzielania pomocy przedmedycznej instruktorzy uczą, że ratując innych, przede wszystkim należy zadbać o swoje bezpieczeństwo: ocenić zagrożenie, odpowiednio oznaczyć teren wypadku, zadbać o zasady higieny. Stewardesy podczas zwyczajowego instruktażu przed rozpoczęciem lotu tłumaczą, że maskę z tlenem należy założyć najpierw sobie, potem dziecku. Nie chodzi o egoizm, ale o racjonalność działania - o prostą zasadę, że tylko uratowany może być dalej ratownikiem.

Angażując się w dzieło ewangelizacji, w pierwszej kolejności należy zadbać o zbawienie swoje i najbliższych. To oczywiste.

Św. Tomasz z Akwinu pisał o zasadzie „ordo caritatis”, czyli porządku miłości. „Mamy kochać wszystkich, bez wyjątku (nawet swoich wrogów - przyp. red.), ale nie da się wszystkich kochać tak samo i nie wszystkim powinno się wyrażać miłość w ten sam sposób. Nie wszystkim potrafimy pomóc, dlatego potrzebny jest pewien ład, który wskazuje kryteria, jak dobrze pomagać” - tłumaczył na łamach „Gościa Niedzielnego” teolog moralista ks. Antoni Bartoszek („Porządek w miłości”, GN 27/2016). Najpierw trzeba kochać Boga, później człowieka - poczynając od najbliższych: żonę, męża, dziecko, matkę, ojca, sąsiada, współwyznawcę tej samej wiary, współkrajana, każdego człowieka itd. „Ordo caritatis” wyrasta z przykazania miłości, które sam Jezus nazwał „najważniejszym i pierwszym”. Ewangeliczna miłość do siebie, swoich najbliższych to nie jest egoizm, ale wyraz wdzięczności za dar życia, miłość i za inne dary, które człowiek otrzymał od Boga. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie pokazuje, że miłość chrześcijańska powinna wykraczać poza schematy, uprzedzenia, ale ma być też roztropna.

W kontekście powyższego stwierdzenia nie nastręcza kłopotu rozstrzygnięcie dylematu, który czasem noszą w sobie szczere, pobożne osoby: nakarmić męża czy np. zaangażować się w działalność charytatywną? Jedno nie przeczy drugiemu. Sprowadzając kwestię do „poziomu zero”, należałoby odpowiedzieć pytaniem na (chyba retoryczne) pytanie: czy Panu Bogu spodoba się sytuacja, gdy np. apostolskie zaangażowanie, pielgrzymki żony od Lichenia po Medjugorie i z powrotem będą „ścigane” pomstowaniem męża na zimną kuchnię, pustą lodówkę, kłęby kurzu walające się po podłodze? Ktoś powie: a sam nie może wziąć się do roboty? Czy takie narzekanie nie jest aby nieco powodowane wygodnictwem? Może, oczywiście. Nie o to tu jednak chodzi.

Czasem trzeba się przyjrzeć nawet dobrym intencjom. Ponoć piekło jest nimi wybrukowane.

Ks. Paweł Siedlanowski

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Laureaci nagrody Aleksandria


11 listopada w Sali Białej Miejskiego Ośrodka Kultury odbyła się uroczystość wręczenia Aleksandrii. Honorowa Nagroda Prezydenta Miasta Siedlce przyznawana jest od 1996 r. Wyróżnia osoby i instytucje, które swoją pracą, talentem, umiejętnościami i społecznikowską pasją przyczyniły się do rozwoju Siedlec w różnych sferach życia. Laureatami tegorocznej edycji nagrody zostali: Jolanta Kowalska - dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Siedlcach, Małgorzata Trzaskalik-Wyrwa - organizator festiwali muzyki organowej, st. bryg. Andrzej Celiński - komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Siedlcach, Wojciech Cylwik - naczelnik wydziału dróg w siedleckim magistracie, Józef Fąk - ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Miejskiego, Sławomir Zawieska - właściciel firmy Bozamet oraz ks. Paweł Siedlanowski - dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej w Siedlcach, a zarazem współpracujący z nami od lat publicysta. Serdecznie gratulujemy! [fot. www.siedlce.pl]

FOTOGALERIA

Święto Niepodległości


Mieszkańcy regionu licznie wzięli udział w obchodach Narodowego Święta Niepodległości. W programie uroczystości były: Msze św., przemarsze z udziałem pocztów sztandarowych, wystawy i konkursy.

PATRONAT "ECHO"


Historia skarbnicą mądrości - konkurs
W związku z przygotowaniami do jubileuszu 200-lecia diecezji siedleckiej, który obchodzić będziemy w 2018 r., Wydział Nauczania Katechetycznego Kurii Diecezjalnej Siedleckiej organizuje konkursy adresowane do uczniów szkół ponadgimnazjalnych oraz gimnazjów.
więcej »
Tablica pamiątkowa
3 grudnia w Siedlcach odbędzie się uroczyste odsłonięcie pamiątkowej tablicy dedykowanej marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu z okazji 150 rocznicy jego urodzin.
więcej »
Festiwal Filmów Chrześcijańskich Arka 2017
NoveKino Siedlce organizuje Festiwal Filmów Chrześcijańskich Arka 2017. Wydarzenie ukierunkowane jest na promocję filmów, które wpisując się w polską i światową kinematografię o wysokich walorach etycznych, artystycznych i filmowych, stanowią zapis historii i kultury.
więcej »
 

POLECAMY


Recepta na codzienność
Jak na nowo spojrzeć na wiarę i dostrzec w niej pełną radości drogę do zbawienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykański jezuita, doświadczony kierownik duchowy, dziennikarz i pisarz James Martin SJ w swojej najnowszej książce „Radość życia”.
więcej »
Boży poradnik antydepresyjny
Słowa Jezusa dzieją się dzisiaj! On zajmuje się teraźniejszością! Bóg nie przyjdzie do ciebie kiedyś! On przychodzi teraz i tu, gdzie jesteś!
więcej »
 

SONDA

 

Żołnierze wyklęci są dla mnie...

symbolem bezgranicznej miłości do ojczyzny

wyrazem świadomości, że komunizm zniewala

przykładem idealizmu, który prowadził do śmierci

dowodem na to, że prawda historyczna zawsze ujrzy światło dzienne



LITURGIA SŁOWA


Czwartek
Czytania:
1 Mch 2,15-29; Ps 50 1-2.5-6.14-15
Ewangelia:
Łk 19,41-44

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR